Wiosna przyszła. Powoli zabieram się za wiosenne porządki. Więc w ramach "co robić zamiast pisać pracę magisterską" stwierdziłam, że jak już jestem chora i nie mogę zabrać się za szorowanie fug w kuchni... to posprzątam dyski zewnętrzne... I oto co znalazłam :)
Okazuję się, że czas na blogowanie ucieka ciągle. Po długiej przerwie znalazło się całkiem sporo zdjęć, które nie miały okazji ujrzeć światła dziennego. Zacznę ten powrót od tortu. Miałyśmy okazję z Truskawą przyrządzić go razem. Wena nasza nie miała końca. A efekt końcowy przemile nas zaskoczył. Tort ten odnalazł nawet swojego solenizanta, którym był mój tato.
Spartoliłyśmy kilka rzeczy... jakiś tam deser "egipski"...beze... i tak namieszałyśmy, że powstał oto taki tort.
Przepisu nie da się już przywołać - był tak bardzo spontaniczny i tak często się zmieniał, że nie ma szans.
W skrócie zarys przepisu:
Blaty biszkoptowe (jak widać nawet kolory nam wyszły inne)
Masa - migdałowo, kokosowa, z rumem...i nie pamiętam czego jeszcze tam nie dodałyśmy
Krem - bita śmietana
Nieskromnie pisząc, był to jeden z najsmaczniejszych tortów jaki jadłam w życiu!
Aż szkoda, że nie wiem jak go powtórzyć :(
Przypomnę stary zwyczaj i wrzucam coś do posłuchania.







No to fest, smaka narobiły, a tu zonk, przepisu ni ma :/ przynajmniej mogłyście zostawić kawałeczek :P
OdpowiedzUsuńJusti ale ja sama chciałabym znać przepis. Może uda się go zrobić z Truskawą jeszcze raz i zebrać to w całość :)
Usuń