Jest czwartek, w zasadzie to już piątek. Mijają kolejne nocne godziny, kiedy powinnam pogrążona gdzieś pomiędzy fazą REM a NREM korzystać z dobrodziejstw krainy Morfeusza. Tymczasem myśli pędzą jak oszalałe, jeden pomysł goni kolejny, w mej głowie rodzi się wizja... Justyna! Piszę sms.
I tu już podziękowania.
Jednej mamie za wspaniałe rogaliki z różaną konfiturą. Piękne, prawda.
Ależ te świece cudnie wyglądają.
A cóż do posłuchania....
Może coś w adwentowym klimacie Oczekuję Ciebie.
Rankiem wstaję o 6.00 i zbieram się do wyjazdu do Opola, trzeba ruszyć się z domu, trzeba podgadać z Justyną. Rozmowa koło południa jest rzeczowa. Justyna bez mrugnięcia okiem przystaje na pomysł. Jeszcze tylko równie szybka zgoda proboszcza i zaczyna się.
Tak w skrócie można opisać historię tej improwizacji na adwentową nutę.
Działamy już trzeci tydzień. Efekty przerastają nasze oczekiwania.
Od trzech tygodni nasze weekendy mają podobny przebieg. Sobota około południa duuuże zakupy, potem skok do salki na 1,5 godz., aby wszystko przygotować i do wieczora nie wychodzimy z kuchni, wystawiając na próbę cierpliwość i tolerancję rodziny. Póki co dajemy radę.
Efekty naszego improwizowanego szaleństwa poniżej.
Miało być pysznie i klimatycznie.
To zdziwienie i zaskoczenie na twarzach wchodzących osób, to daje satysfakcję, dziką satysfakcję :)
Zeszłotygodniowe wypieki, czyli jak Justyna wpadała w muffinowy trans.
Po pierwsze: cytrynowe
Po drugie: bardzo czekoladowe. Z całą kostką nadziewanej czekolady lub kawałkami mlecznej.
Po trzecie: dla amatorów raffaello. Kokosowe z białą czekoladą.
Od tygodnia z pomocą śpieszy nam pani Jagoda.
To jej trójkolorowa babeczka.
Poza wypiekami chciałyśmy stworzyć odświętny nastrój zachęcający ludzi do zostania z nami. Chciałyśmy żeby było miło, ale jeszcze niezbyt świątecznie, wszak to Adwentowa Kawiarenka.
Teraz czas na wyznanie i podziękowania.
Wyznanie. W zeszłym tygodniu Katarzyna robiła zaległe imieniny, zostawiła Justynę trochę samą, ale zostało jej to wybaczone (przynajmniej żywi taką nadzieję), aby nie nawalić zupełnie na pomoc wezwała mamy.
I tu już podziękowania.
Jednej mamie za wspaniałe rogaliki z różaną konfiturą. Piękne, prawda.
Drugiej mamie za sernik, pyszny sernik.
Relacja z dzisiejszej Kawiarenki pojawi się w tygodniu.
Ależ te świece cudnie wyglądają.
A cóż do posłuchania....
Może coś w adwentowym klimacie Oczekuję Ciebie.












przeglądając te wszystkie zdjęcia i czytając wpisy ciesze sie że mieszkam na tyle daleko że mam szansę nie złamać postanowienia adwentowego w postaci nie jedzenia słodyczy... bo silna wola - silną wolą... ale moje silna wola zaczyna drastycznie słabnąć jak to wszystko widze... bo mam niestety dobrą wyobraźnię... i moje kubki smakowe już zaczęły działać...;D
OdpowiedzUsuńczekam aż te cuda przyjadą do Opola!! (może kiedyś na audycje..?!;))
pozdrawiam pięknie!
Trzykrotka;)
Pierniczki już wczoraj na spotkaniu zostały przez niektórych zjedzone - chyba ze smakiem, ale o to trzeba się ich spytać
OdpowiedzUsuń:)