Co to był za dzień.
Sobota w przyspieszonym tempie, ze zdwojoną intensywnością doznań i wrażeń, przede wszystkim kulinarnych.
Na warsztatach stawiła się niemal dwudziestka dzieciaków, na szczęście nie więcej, bo chyba nie ogarnęłybyśmy tego żywiołu we dwie.
Jak było i co się udało zrobić, zobaczcie sami!
Ostrzegam jednak, że niektóre zdjęcia kładą na łopatki ... :)
Piernik pierwszy, czyli radosna twórczość młodych cukierników.
Piernikowe witraże z landrynek, po porostu HIT!!!
I tak sobie pierniczymy...
Ja w mące, ty w mące, Mikołaj w mące, stół w mące i krzesło w mące, wszystko w mące.
Tylko nie podłoga. Podłoga jest w lukrze ;p
No i jest całe stado dzikich jeleni, czy tam reniferów...
Tabun cały i tyleż samo radości.
Mnie ta młoda dama rozbraja :)
Pragniemy serdecznie podziękować za pomoc Agnieszce oraz Oli.
Jesteście wielkie :)
Buziaki dla Was kochane!!!!









MOje miłe Panie: szacun:) juz tu czuję ten aromat, ba smak Waszych wypieków!
OdpowiedzUsuńpozdrawia śpioch z Okrzei:)
OdpowiedzUsuńO rany... Ale słodko... Na sam widok zdjęć żałuję, że mnie tam nie było...
OdpowiedzUsuńPodziwiam ;)
OdpowiedzUsuńDziękuję za dowód rzeczowy - zawiśnie na choince. Wesołych Świąt! D.